Wylot i pakowanie

No i stało się :(. Z powodu choroby Mai musieliśmy przesunąć wylot. Mimo wszystkich zabiegów i leków, na 2 dni przed wylotem lekarze stwierdzili, że nie może jeszcze wsiąść do samolotu i podjęliśmy decyzję o zostaniu w Warszawie. W tamtą środę ze zwieszonymi głowami nasłuchiwaliśmy o godz. 15 samolotu, który przeleciał nad naszym mieszkaniem.

Kolejne dni dłużyły nam się w zawieszeniu i oczekiwaniu na „werdykt za tydzień”. Codzienne wizyty u lekarza, domykanie niedokończonych spraw i planów wyjazdowych. Pakowanie zostawiliśmy praktycznie na ostatni dzień, gdy będzie wiadomo, że możemy lecieć.

image

Na szczęście samo pakowanie to nie problem. Sprawdzona od lat checklista i podział zadań już nas nie przerażają. Maja ogarnia apteczkę, rzeczy Bronka i jedzenie; Kuba dokumenty, ubezpieczenia, elektronikę i bilety. Odkąd jest z nami Bronek drugi plecak wymieniliśmy na torbę na kółkach, więc wciąż podróżujemy tylko z dwoma bagażami. To dobry patent na tzw. sytuacje awaryjne (wsiadanie na łódkę, szybkie przemieszczanie się z Bronkiem na rękach), gdy jedna osoba może zająć się dzieckiem, a druga bez problemu bierze wszystkie bagaże (jeden na plecy, a drugi w rękę). Do tego mały podręczny plecak, który zabieramy na pokład (aparaty i inna elektronika oraz drobiazgi do samolotu) i gotowi. Rzeczy dla jednej osoby pakujemy akurat tyle, by starczyło na tydzień (w tym jedyny ciepły komplet każdy ma na sobie). Nie ma potrzeby na więcej, bo przecież i tak nie da rady spakować się na 4 miesiące :).

P.S.1 Ogromnie dziękujemy wszystkim za pomoc w tych dniach z lekarzami, transportem i opieką nad Bronkiem. Jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy na Was liczyć i że znaleźliście czas w tym zabieganym, przedświątecznym okresie!

P.S.2 Pierwszy raz lecieliśmy Qatar Airways, w dodatku z osobnym fotelem dla Bronka. Dla Niego to był lot pierwszą klasą :)! Specjalne dziecięce jedzenie w kolorowych skrzyneczkach (choć nas krew zalewała od liczby słodyczy w nich ukrytych), upominki, zabawki, no i swój własny ekran tv przy foteliku!.. Nie, nie oglądał bajek cały czas :)! Na szczęście polecieliśmy do Azji, gdzie przy odrobinie szczęścia, długo nie natrafimy na takie rarytasy jak słodycze i telewizja :).

image

Maja z Bronkiem podczas jednego z pierwszych wieczorów na Filipinach

Maja z Bronkiem podczas jednego z pierwszych wieczorów na Filipinach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.