Stara dama orientu

Tak jak laotańskie Beerlao bije na głowę wszystkie azjatyckie piwa jakie piliśmy, tak wietnamskie Hanoi nie ma sobie równych wśród indochińskich stolic. Zależy to oczywiście od gustu i nastroju, niemniej jednak czuliśmy się zauroczeni tym miastem przez całe sześć dni, jakie tam spędziliśmy. Być może miał na to wpływ również fakt, że kilka dni wcześniej cały Wietnam obchodził hucznie nowy rok i wciąż w powietrzu unosiła się atmosfera święta i odpoczynku.

Podoba nam się sformułowanie, że Hanoi to stara dama orientu. Dobrze opisuje wiekowość, elegancję i azjatycki koloryt w nim panujący. Koegzystują tu luksusowe sklepy i socjalistyczna propaganda, limuzyny i rowerowe riksze, stare klimatyczne kawiarenki i uliczne stragany z noodles, elegancko ubrani ludzie i jarmark, ponure warsztaty prowadzone przez wiekowych rzemieślników i młodzieżowe sklepy z ciuchami.

Uwielbialiśmy włóczyć się po starym mieście, jego uroczych uliczkach, skwerach i parkach, podziwiać naznaczone przez czas mury pofrancuskich kamienic i odpoczywać na ławeczce nad brzegiem niewielkiego miejskiego jeziora. Pomimo tej nibyeuropejskiej otoczki, miasto żyło typowym azjatyckim rytmem, czyli toczyło się na ulicy :). Ludzie siedzieli przed knajpkami popijając kawę lub piwko, jedli wspólnie noodles z wielkich misek (zupa z mięsem, zielskiem i ryżowym makaronem), parkowali motory i rowery lub robili zakupy na jednym z licznych bazarów.

Jak to w Wietnamie, ulice i chodniki zdominowane były przez dwa kółka. Dookoła śmigało dosłownie tysiące motocykli (skuterów), a najbardziej pociesznym widokiem były te wiozące albo całe rodziny (zazwyczaj 4 osoby na 1 motorze!), albo elegancko ubrane starsze pary (dostojny pan i pani w płaszczach).

W Hanoi praktycznie cały pobyt korzystaliśmy z gościnności Matta – absolutnie fantastycznego chłopaka poznanego przez CS. Dzięki Niemu udało nam się podejrzeć stoliczne życie od podszewki i bezbłędnie dobierać knajpki na wieczorne wyjścia. Matt okazał się przemiłym i bardzo utalentowanym człowiekiem, który pomimo tak młodego wieku zaszokował nas swoimi filmowymi dokonaniami. Przejażdżkę w trzy osoby na białoruskim motorze Mińsk wieczornymi ulicami miasta zdecydowanie zaliczamy do niezapomnianych przeżyć naszej wyprawy.

m+k

Reklamy pieczątki:
Reklamy pieczątki

Kultowa Honda Dream i przykład jej wszechstronnych zastosowań:
Kultowa Honda Dream i przykład jej wszechstronnych zastosowań

Uliczki starego miasta:
Uliczki starego miasta
Uliczki starego miasta

1,5 miliona motocykli w samym Hanoi:
1,5 miliona motocykli w samym Hanoi
Rodzinka na motorze

Duchowość i ideologia:
Ideologia
Duchowość

Matt i Jego motocykl marki Mińsk:
Matt

3 komentarze

  1. Mirka pisze:

    jaki Matt, oł maj ! boskie!

  2. Pawlaczka pisze:

    No dobra, niech Wam będzie: zazdroszczę Wam!!:-)

  3. Pozdrowienia pisze:

    Witam
    co prawda nie okrążyliśmy świata jak Wy, ale w tym samym czasie byliśmy w Wietnamie (10-28 luty 2010). Jechaliśmy z Sajgonu aż do Sapy przy granicy z Chinami. Niestety jak dla nas HaNoi było najsmutniejszym i najbrzydszym miastem na naszym szlaku. Jak zwykle wszystko jest kwestią gustu. Cieszę się Waszą wycieczką i jest ona jakąś inspiracją dla nas na przyszłość. Tym czasem – 20 luty – Witaj Meksyku, nadchodzimy!!
    Pozdrawiamy Gorąco
    Kasia i Wojtek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.