Z pamietnika fotoamatora

Będąc w Jodphur postanowiłem przełamać lody i po raz pierwszy „pójść na zdjęcia”. Zachęcony wskazówkami danymi przez foto-autorytety, na porę swojego macierzystego wypadu wybrałem świt.

Faza pierwsza sprytnie opracowanego planu zakładała, że wstanę około piątej rano, żeby z dachu naszego hostelu sfotografować fort oświetlony wschodem słońca. Żeby na pewno nie przegapić właściwego momentu wstałem już o czwartej czterdzieści, a na dachu stanąłem zwarty i gotowy dziesięć minut później.

Ku mojemu zdziwieniu było jeszcze kompletnie ciemno. Pomyślałem sobie, że to nic, poczekam chwilę a wkrótce na pewno zacznie się rozjasniać. Zrezygnowałem po jakiejś pół godzinie, gdy kolor nieba nie zmienił się ani o jotę. Falstart. Słońce wstało ostatecznie około siódmej.

Druga faza polegała na wyjściu na ulicę pół godziny po wschodzie. O tej porze światło jest najcieplejsze a ulice puste. Przynajmniej według teorii. W rzeczywistości, ponieważ było już przed ósmą, ulice zdążyły się zapełnić typowym dla Indii harmidrem.

W końcu znalazłem interesujący kadr. Wąska uliczka, po bokach błękitne i żółte mury, a w centrum święte krowy. Zanim zdążyłem się złożyć do zdjęcia, dopadły mnie dzieciaki. Wołając „Hello, photo?” oraz „Ten rupis” chwytały mnie za rękę i właziły przed obiektyw. Próbując je grzecznie ominąć wpadłem na krowę, która wzburzona moim zachowaniem postanowiła mnie osmarkać.

Pokonany wróciłem do hostelu.

k

Wschod slonca nad Jodhpur
Fort w Jodphur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.