Hamak, książka, Beerlao i problemy egzystencjalne

Pierwszego dnia w Laosie postawieni zostaliśmy przed jednym z najtrudniejszych wyborów z całej naszej późniejszej podróży po tym fascynującym kraju: czy wybrać bungalowa z widokiem na wschód czy na zachód słońca? Kochani Rodacy nie bijcie, ale oba były równie malownicze! 🙂

Wyprawę po Laosie rozpoczęliśmy od kilkudniowego postoju w Don Det – jednej z wysp archipelagu Si Phan Don (pol. 4000 wysp) na rzece Mekong. Turkusowa woda, palmy kokosowe, bananowce, łodzie i sieci rybackie, wszędobylskie świnie, indyki i kaczki. To najprawdopodobniej najbardziej zrelaksowane miejsce na ziemii, gdzie życie płynie w tempie nurtu Mekongu (czyli baaardzo wooolno).

Wyspa prócz goszczenia turystów żyje własnym życiem. Miejscowi ludzie (głównie rolnicy i rybacy) rozpoczynają dzień jeszcze przed świtem, robią pranie i kąpią się w rzece, karmią zwierzęta, albo sprawdzają, co takiego złapało się w nocy w sieci. W ciągu dnia, gdy słońce najbardziej doskwiera, chronią się w cieniu swoich domów leżąc w hamakach.

Nam również udzielił się ten błogi nastrój. Dni mijały nam na odpoczywaniu w hamakach, czytaniu książek, sączeniu Beerlao (najprawdopodobniej najlepsze piwo na świecie!) i spacerach wzdłuż rzeki. Pewnego razu skorzystaliśmy z lokalnej atrakcji, jaką był „tubing”, czyli leniwe spływanie z nurtem rzeki na dętce od traktora. Bardzo łatwo było zapomnieć na Don Det o Bożym świecie i mijającym nieubłaganie czasie.

Moglibyśmy się zasiedzieć, gdyby nie incydent z myszą w łóżku, który zmusił nas do zmiany bungalowa i podliczenia rachunku za minione noce. (Komentarz Mai: mysz swoją wielkością budziła prawdopodobnie postrach wśród lokalnych kotów!)

m+k

Ech… widoki z naszej wyspy 🙂
Randka o wschodzie slonca

Sila filtra polaryzacyjnego :)Palmy... heh

Hamak i rzeka

Dzieciaki wyławiaja muszelki:
Gołodupce ;)

Sielanka na dętce od traktora (tubing):
Tubing

Lokalny autobus do Pakse:
Lokalny autobus do Pakse

6 komentarzy

  1. Slawek pisze:

    GRATULACJE!!! 🙂

  2. agata f-g pisze:

    jejku jej…
    uwielbiam was czytać 🙂 i te zdjęcia – zderzając rzeczywistość za oknem z waszymi zdjęciami można dostać delikatnej depresji :D, ale jestem dzielna i proszę o więcej !!

    Mam nadzieję, ze napiszecie potem książkę, bo niewygodnie mi się siedzi przy kompie z bobasem na ręku 😉

  3. Wojtek D. pisze:

    Zazdrość taka, że mi gula skacze!!! Normalnie zaraz wynajmę helikopter i do Was przylecę!!!

    Bon voyage!
    Wojtek

  4. Jacek i dziewczyny pisze:

    mmm, mi tez sie blogo zrobilo od ogladania tych zdjec! 🙂
    A co za ksiazki czytaliscie? Lonely Planet?
    U nas cisza i spokoj, minaretow nadal nie mozna stawiac, Polanski ciagle w domu siedzi a Lenka wlasnie dzisiaj zaczela siadac. Usciski dla travellersow!

  5. LechZ pisze:

    Tak patrzę na ten wodny wehikuł w postaci dętki i przypomina mi się niegdysiejszy Świder 🙂 A tak przy okazji – czy Kuba jest pewien, że tam nie ma piranii albo ich kuzynów ? 😉
    Patrzę i patrzę a za oknem kolejne opady śniegu a to oznacza kolejne odśnieżanie naszego „osiłka” i okolicy by było go gdzie zaparkować 🙂 Na szczęście Was to nie dotyczy . Pozdrawiam serdecznie !

  6. Slawek pisze:

    No zagladam i widze, ze od dluzszego czasu nic nie napisaliscie. Ciekawe czy to brak internetu czy moze wreszcie odpoczywacie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.